ZAKUPY

Maść za grosze bez której nie wyobrażam sobie pielęgnacji niemowlaka.

Kiedy byłam w połowie ciąży, czyli wieki temu –  zaczęłam kompletować wyprawkę dla dziecka. Jak to kobieta, przyszła matka, zakochana w tych wszystkich dzindzibołkach. Pięknych ubrankach, rozkosznych kocykach, śpioszkach, super hiper podkładkach do wanienki, swoją drogą ten ostatni wynalazek nie był ani razu użyty. W tamtym okresie to jakoś tak trudno było się zdecydować czy pieluszki tetrowe to w misie mają być, czy może jednak w żyrafy. Naszukałam się wtedy jak głupia, naszperałam w Internecie i już zacierałam rączki w oczekiwaniu aż kurier zapuka do moich drzwi. Jak to przy pierwszym dziecku bywa, błędów dużo popełniłam, niektóre rzeczy okazały się niepotrzebne, a inne po porodzie dopiero dokupiłam. I co ja się historii naczytałam, o odparzeniach, bąblach i biednej delikatnej skórze noworodka. Zapas kosmetyków, takich z najwyższej półki kupiłam, bo jak wiadomo na dziecku się nie oszczędza, uzbrojona po zęby w maści wszelakie poszłam rodzić…..

Jak to się stało, że nie użyłam żadnego z tych kosmetyków ?

Kiedy po porodzie przywieziono mi dziecko, w tym małym szklanym pojemniku na kołkach obok małego siusiaka w beciku leżała podejrzana mikstura w białym pudełku. Gęsta, biało żółtawa, raczej bez zapachu. Ta mikstura towarzyszyła mi potem przez cały okres aż do czasu kiedy moje dziecko nauczyło się samodzielnie siadać na nocnik. Czyli mniej więcej do 2,5 roku życia. Przez ten czas ANI RAZU nie mieliśmy jakichkolwiek problemów skórnych czy odparzeń. Kultowy skład, receptura przekazywana z pokolenia na pokolenie. Nie tylko nie uczula dziecka, to jeszcze tanioszka. Mowa o szpitalnej maści pośladkowej, którą w niektórych szpitalach, świeżo opieczona Mama dostaje gratis „w pakiecie” wraz ze swoim krzyczącym noworodkiem. Każde dziecko ma oczywiście swoją, podpisaną w specjalnym pudełku. Maść możecie śmiało zabrać przy wypisie do domu a potem poprosić lekarza pierwszego kontaktu, najczęściej pediatrę o wypisanie recepty na następne pudełeczko. Jeśli już będziemy mieć receptę – maść ta będzie Was kosztowała ok 8 zł. Jeśli nie posiadamy recepty, można poprosić farmaceutę o zrobienie tej maści – wtedy musimy zapłacić za składniki i robociznę, powinnyśmy się zmieścić w granicy 20 zł. Ponieważ maść nie zawiera konserwantów ani sztucznych, chemicznych dodatków jest zdrowsza dla skóry dziecka, jednak z tych samych powodów, ma ona krótki okres przydatności. Jednorazowo możemy otrzymać receptę na 2-3 opakowania, ale nie warto ich wszystkich wykupywać wcześniej, ze względu na krótki termin jej przydatności. Lepiej wtedy w aptece poprosić o odpis recepty. Maść jak to maść, nie może stać wiecznie a jeszcze lepiej dla niej aby leżakowała w lodówce. Chociaż ja osobiście chowałam ją tam tylko na noc. Przy normalnym użytkowaniu termin przydatności nie zdąży nawet wyjść za rogu, a dno opakowania będzie wam świecić jasno i wyraźnie.

Skład może lekko się różnić, jednak najczęściej wykonywana jest ona na bazie lanoliny, wazeliny i wody. I nie warto wierzyć w teorie że powstaje ona z łożyska po porodzie.

Amylum tritici 10,0

Bismuthi subcarbonici 10,0

Lanolini

Vaselini albi aa ad100,0

I UWAGA na stare receptury. Maść ta nie powinna mieć w składzie kwasu bornego (Acidi borici) Jest on bardzo niebezpieczny  dla niemowląt i dzieci do 3 roku życia ze względu na swoje właściwości toksyczne.

U nas sprawdziła się super, bije na głowę wszystkie nawet najdroższe kosmetyki reklamowane w kolorowych gazetach. Dlatego zawsze polecam ją każdej Mamie która zastanawia się co wybrać do pielęgnacji delikatnej skóry dziecka. Jeśli będziecie ją przechowywać w lodówce, to bez problemu możecie jej używać nawet miesiąc. Jest jednak bardzo wydajna więc jeśli schodziłaby Wam trochę wolniej to w tajemnicy zdradzę, że sama też używałam, świetnie dawała radę np po depilacji bikini. Tylko pamiętajcie, aby nie nałożyć za dużo, bo jak to mówił nasz pediatra przy wypisywaniu recepty „brudzi majty…” : – )

  • Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi, lub zostaw nawet niewielki komentarz. Będzie to dla mnie informacja, że tutaj jesteś. 
  • Możesz także polubić mój fan page – na Facebooku. Będziesz na bieżąco informowany o nowych wpisach. 
  • Zapraszam Cię też do śledzenia mnie na Intagramie – tam też jest bardzo fajnie. I dużo ładnych zdjęć, nie tylko dzieci 🙂 

You Might Also Like

No Comments

Dodaj komentarz

Privacy Preference Center

Necessary

Advertising

Analytics

Other

%d bloggers like this: