STREFA MAMY

Nie lubisz bawić się z dzieckiem ? Nie martw się, ja też nie.

Nie lubię bawić się z dzieckiem. Mówię to głośno i nie zamierzam brać udziału w wyścigu o medal idealnej Matki. Być może Ty też nie lubisz, ale nie masz odwagi przyznać tego publicznie, bo wydaje się, że kochający rodzic tak nie robi. Otóż robi i jest to całkiem normalny objaw.

Nie lubię się z nim bawić zabawkami i już. Nie sprawia mi radości przesiadywanie na ziemi, wymyślanie historyjek i scenek z misiami oraz samochodami. Nie lubię zabaw, które wymagają ode mnie przyjęcia jakiejś roli. Inwencji starcza mi na kilkanaście minut. Dlaczego mam więc przeżywać podłogowy dramat i udawać przed swoim dzieckiem, że mnie to nie męczy. Kiedy był mały, to coś mu tam jeszcze wymyślałam, chociaż nigdy nie lubiłam sto razy pod rząd wyskakiwać spod tetrowej pieluchy krzycząc  „a ku ku”. Ile razy piłyście zimną kawę, bo najważniejsze były klocki, lalki i misie ?

To, że nie lubię bawić się z dzieckiem, nie oznacza, że nie poświęcam mu czasu.

Mogę dwie godziny spacerować po lesie, pokazywać drzewa, kwiaty, owady albo tworzyć arcydzieła kredą na chodniku. Z chęcią poskaczę na trampolinie, posiedzę na plaży, zabiorę na basen. Nawet babki z piaskownicy lubię robić, ale już godzinami bujać na huśtawce jakoś mniej….Kocham układać z nim puzzle, układanki, rysować, czytać książki. Mamy Lego i Duplo, z których tworzymy niesamowite historie. Lubię wałkowanie się z nim w łóżku, kokoszenie na dywanie, uwielbiam wieczorami z nim pogadać o tym, co się wydarzyło w mijającym dniu, odpowiadając milon razy na jego „a dlaczego..”?” Większość czynności domowych, wykonujemy razem. Często mu objaśniam, zupełnie nowe dla niego rzeczy. Gotujemy razem, opróżniamy zmywarkę, pakujemy ubrania do pralki, aby później móc je razem rozwiesić. Oglądamy razem bajkę, wcinając serowe cheetosy, śmiejąc się w głos, że śmierdzą skarpetkami. Latem, chodzimy na długie spacery, które kończymy ulubionymi lodami, siedząc na rozgrzanych schodach przed sklepem. Plac zabaw ? Proszę bardzo, ale niech dziecko zdecyduje, albo bierze hulajnogę, albo piłkę. Nie wszystko na raz. Nie jestem obwoźnym cyrkiem, Matką Robocopem, która  przez całą trasę w jeden ręce prowadzi rowerek, w drugiej wielką koparkę, a w zębach wiaderko z grabkami.

Teraz kiedy jest starszy, staram się aby potrafił bawić się sam. Tym bardziej, że pracuję w domu i nie mogę za każdym razem (kiedy przedszkolak z gilem w nosie zostaje na posterunku) odrywać się od maili, zamówień, bo jak nie wypije niewidzialnej herbatki z miniaturowej filiżanki, to zostanę okrzyknięta najgorszą matką roku. Czasami trzeba pozwolić dziecku na na nudę, pobudza ona jego kreatywność. Oczywiście nie przez caly dzień, ale z wiekiem coraz bardziej ta umiejetnosc zorganizowania, zagospodarowania sobie czasu powinna się rozwijac. My nie wychowaliśmy się ani w nurcie Montessori, ani w rodzicielstwie bliskości, a potrafiliśmy wymyślać sami różne zabawy. Nikt nie stał nad nami. Nie było  – maluj, rysuj, układaj! Obecnie dzieci, coraz częściej nastawione są na odbiór, chcą być zabawiane, czy to poprzez telewizję, rodziców, opiekunów. Do tego jeszcze komplet zajęć dodatkowych i zabawek pełniących role sterującą. Zanika niezależność i kreatywność.

Moje dziecko potrafi bardzo ładnie bawić się samemu, wymyślać niestworzone historie i „gadać” swoimi zabawkami. Nie potrzebuje żadnej zachęty do zabawy, otwiera sobie szufladę i wybiera to na co ma w tym momencie ochotę. Dzięki czemu też odnalazł się szybko w przedszkolu. Jest bardzo lubiany wśród dzieci, bo potrafi dużo zainicjować od siebie, a nie czeka aż ktoś mu przygotuje zabawę. Czasami rozpoczynam z nim jakąś zabawę i w momencie, kiedy widzę, że nie jestem mu niezbędna, po prostu bezpiecznie się oddalam. W końcu pranie się samo nie wyprasuje, post na bloga nie napisze.

Ważne jest to, by to co się robi razem z dziećmi – robić z przyjemnością. Po co te rodzicielskie wyrzuty sumienia? Do niczego dobrego nie prowadzą, krzywda się dziecku nie dzieje. Jesteśmy tylko ludźmi, o różnych potrzebach i temperamentach, dlaczego nie nauczyć dziecka szacunku także dla naszych chęci? Nie ma idealnych rodziców – niestrudzonych, wszechstronnych robotów.

Jeśli nie lubisz się bawić ze swoim dzieckiem udając kotka, szkołę albo gadać głosem lalki Barbie – nie przejmuj się, wszystko z Tobą w porządku.

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply
    mad
    17 stycznia 2018 at 21:31

    I właśnie dlatego, że dużo rodziców nie lubi się bawić ze swoimi potomkami istnieją ludzie tacy jak ja 😉 mogę to robić godzinami i na prawdę to kocham 🙂 i jeszcze mi za to płacą 😀

  • Reply
    Kasia
    18 stycznia 2018 at 09:06

    To kolejny Twój post, który jest tak prawdziwy, tak oczywisty i myślę, że odzwierciedlający większość rzeczywistości macierzyńskiej w polskich domach. Pozdrawiam

  • Dodaj komentarz

    Privacy Preference Center

    Necessary

    Advertising

    Analytics

    Other

    %d bloggers like this: