STREFA MAMY

Dziecięca choroba, która mnie zaskoczyła.

Odkąd sama zostałam Mamą, wydawało mi się, że jestem chodzącą wikipedią chorób dziecięcych. Anginę potrafiłam poznać, bez zaglądania dziecku do gardła, gorączkę wyczuwałam niczym radar zanim jeszcze się pojawiła, znałam leki, syropy, robiłam domowe mikstury i parzyłam uzdrawiające herbatki.

Zaczęło się nietypowo, moje dziecię odmówiło wszelakich występów, śpiewów i tańców z okazji pasowania na przedszkolaka, najchętniej nie schodząc Matce z rąk podczas całej uroczystości. Coż się dziwić, jakbym ja miała temperaturę, to też bym nie miała ochoty na śpiewanie o tym, że jest się radosnym przedszkolakiem. Wróciliśmy więc do domu. Ja obstawaiłam ospę, Ojciec anginę. Wieczorem zaczął skarżyć się na ból w buzi, co spowodowało, że zagadka przerosła naszą wyobraźnię i o rozstrzygnięcie sporu poprosiliśmy z rana specjalistę. Jako że już od progu ośmieliłam się ją poinformować, że czytałam kartkę o jednym chorym przypadku w przedszkolu – pediatra zajrzała do gardła a następnie dokładnie zażyczyła sobie obejrzeć stopy i ręce małego pacjenta. Wirusa jednoznacznie nie stwierdziła, za to anginę owszem. Dziecię dostało antybiotyk, pogorączkował jeszcze w nocy i ozdrowiał następnego dnia..żadna choroba u niego się dalej nie rozwinęła.

Zachorowałam za to ja. Najpierw z temperaturą 39 stopni, która z nic nie chciała spaść, wylądowałam więc na świątecznym dyżurze. Pani Doktor zrobiła mi oględziny ze wszystkich stron, zajrzała do gardła „oooo angina” i dała receptę na antybiotyk.

Potem było już tylko gorzej.

Następnego dnia rano obudziłam się z bólem rąk i swędzącą skórą palców. Sama siebie zdiagnozowałam, a dalsze dni utwierdziły mnie tylko, że moje dziecko przyniosło z przedszkola, nie tylko anginę, ale coś jeszcze. Słyszałam o tym wirusie, dzieci znajomych go przechodziły, ale nawet nie przypuszczałam, że dopadnie mnie.

Mowa o chorobie, która na całym świecie funkcjonuje pod nazwą „choroba dłoni, stóp i jamy ustnej” (Hand, Foot, and Mouth Syndrome – HFMS lub Hand, Foot, and Mouth Disease- HFMD) a Polsce najczęściej nazywana jest Bostonką. 

Objawy pojawiają się zwykle po 3-5 dniach od kontaktu z wirusem (okres wylęgania). Choroba przeciętnie trwa od 7 do 10 dni. Ale nawet do 90% infekcji enterowirusowych może przebiegać bezobjawowo lub w postaci „zwykłego przeziębienia”. Zarażać mogą też osoby będące nosicielami wirusa bostońskiego, mimo że nie mają żadnych charakterystycznych symptomów choroby.

Jakie mogą być pierwsze objawy choroby ? 

 – pęcherzyki surowicze wokół ust i na błonie śluzowej policzków, łukach podniebiennych i języku oraz na dłoniach i stopach zazwyczaj znikają po 7–10 dniach

– ból gardła (podniebienie, język)

– podwyższona temperatura ciała (do 39 st. C), mija po 2–3 dniach

– złe samopoczucie

Zmiany skórne nie zawsze muszą mieć formę pęcherzyków – wysypka może mieć charakter małych, czerwonych plamek lub grudek, tak było w moim przypadku. Niestety to też boli.

Kto może zachorować ? 

Mimo, iż na chorobę bostońską może zachorować tak naprawdę każdy, znaczny odsetek zachorowań odnotowuje się jednak w grupie dzieci poniżej dziesiątego roku życia. Choroba bostońska jest bardzo zaraźliwa, dlatego gdy pojawia się w żłobkach czy przedszkolach, ciężko uchronić dziecko przed zachorowaniem. Zarażenie może nastąpić poprzez każdy bezpośredni kontakt z wirusem – przez ślinę czy dotyk. Dziecko może zarazić się m.in. pijąc z tego samego kubka, z którego wcześniej pił chory rówieśnik czy dotykając klamki, której chory dotykał nieumytymi rękami.

Jak przebiega leczenie ? 

Na tą infekcję nie ma leków, które skróciłyby jej przebieg, a jedynie podaje się dziecku leki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe. Jest to choroba uciążliwa, jednak nie jest groźna. U dzieci nie zdarzają się też żadne powikłania po niej. Warto zdawać sobie sprawę, że choroba bostońska nie należy do schorzeń, które przechodzi się tylko raz w życiu. Nawroty choroby mogą więc wystąpić, jednak ich przebieg może być trochę inny.

Ta choroba, wymęczyła mnie strasznie, zabierając przy tym ponad dwa tygodnie życia. Naokoło ust pojawiły się krostki, przypominające atak opryszczki. Dłoni nie dało sie zamknąć, chwytanie przedmiotow sprawiało ogromny ból. Czułam się, jakby mi ktoś do rąk przyłożył gorącą patelnię. Nie mogłam też chodzić, bo tak mnie bolały stopy. W nocy starałam się spać, trzymając ręce w misce z zimną wodą, przynosiło to chwilową ulgę. Po trzech dniach swąd ustąpił, ból minął w czwartej dobie. Wysypka z każdym dniem zaczęła blaknąć a skóra się wysuszała i zaczęła schodzić z palców. Przestałam wyglądać jak trędowata, zaczęłam przypominać kogoś kto przechodzi przeszczep skóry……

 

You Might Also Like

No Comments

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: