STREFA MAMY

Matko, nie bądź fleją !

blog-o-modzie-dzieciecej

Kika dni temu do tramwaju, w którym jechałam wsiadła kobieta, w wieku może 60-65 lat. Ubrana w piękną, na moje oko lnianą sukienkę do kostek, w kolorze khaki. Na nogach czarne sandały, na ramieniu, brązowa niewielka torebeczka w stylu vintage. Upięte włosy, czerwone paznokcie i tylko usta pomalowane jasnobrązową szminką. Nie mogłam się przestać na nią patrzeć. Mimo swojego wieku, ta kobieta, nadal potrafiła wyglądać atrakcyjnie. Widać było, że znała swoje ciało, odnalazła swój styl…..

Nie razi mnie wygląd Matek, jesteśmy przecież różni, ładni, brzydcy, chudzi, grubi, razi mnie ich rozlazłość. Lenistwo i ciągłe wymówki – nie mam czasu/pieniędzy/z kim zostawić dziecka. Kiedy kobieta rodzi dziecko, najczęściej poświęca się Mu w tysiąc procentach, zupełnie zapominając o sobie. Matki stają się niezadbane, w dresie i kukuryku na głowie. Widuję je często w autobusach, sklepie, na placu zabaw. Z obłąkanym ze zmęczenia wzrokiem, odrostami po uszy i cyckami zasłaniającymi pępek. Mi samej też zdarzały się dni, kiedy szczytem luksusu była zmiana poplamionej mlekiem koszulki na czystą. A samotne wyjście do sklepu, stanowiło atrakcję na miarę all incusive na Majorce. Nie chodzi o to, aby chodzić cały dzień w sukience z koronki, ale o to aby niezapowiedzianym gościom otworzyć drzwi bez wstydu. Bycie schludnym, dobrze ubranym, czystym, to nic nie kosztuje. Tego mamy obowiązek uczyć także swoje dzieci. Jakie będą z nas miały wzorce, kiedy widzą swoją Matkę chodzącą po domu w rozciągniętej szmacie ? Bo taka jest rzeczywistość niestety.

Wygodnie i ładne ubrania, podkreślają to kim jesteśmy, naszą osobowość. Nie jest dla mnie wymówką, że kogoś nie stać. Nie musisz od razu wywalać zawartości swojej szafy i kupować połowę nowej kolekcji z popularnej sieciówki na literę Z. Wierzcie mi, że większość moich ulubionych ubrań, na które często moi znajomi patrzą z podziwem, pochodzi z second-handów, gdzie udaje się znaleźć prawdziwe perełki. Urodzenie dziecka, spędzanie czasu w domu i krążenie piaskownica – Biedronka, nie daje kobiecie żadnego usprawiedliwienia do bycia fleją. Bycie Mamą, to nie tylko rozciągnięte majciochy i paradowanie po ulicy w wytartych legginsach.

Daleko mi do wizerunku kobiety – matki, lansowanej przez specjalistów od marketingu. Idealnej żony, gospodyni i kochanki w świeżo wyprasowanym fartuszku, która wieczorem po całym dniu z dzieckiem, ochoczo wbija się w seksowne fatałaszki, aby stać się królową alkowy. Nie mam idealnego ciała, nie stanie się ono nagle takie jak było przed porodem. Jedynie co mi zostaje to je polubić, ukryć to co, przeszkadza, pokazać, to co w nim fajne. Wiem, że zawsze już zawsze będzie nosiło na sobie znamiona ciąży. Kilogramy które ciężko zrzucić, rozstępy, które nie zanikną na pstryknięcie palcami i piersi, którymi mogłabym obdarować trzy inne kobiety. Po części to moje lenistwo, po części ciągłe lody w ciąży, a może dodatkowo gorsze geny. Czasami robię sobie dietę, czasami ćwiczę na siłowni, a czasami jem kiełbasę z grilla.

Masz prawo być piękną Mamą, zadbaną kobietą. Masz prawo zatroszczyć się, tak samo o siebie, jak troszczysz się o dziecko, męża i dom. W pewnym momencie, zrozumiałam, że moje dziecko nie potrzebuje, sfustrowanej Matki, która wieczorem nawet nie ma czasu na prysznic. Mało tego, raz w tygodniu urządzam sobie rytualne SPA. Moment, kiedy jestem tylko sama ze sobą, w wannie z pianą, książką w jednej ręce i kieliszkiem ulubionego wina w drugiej. Na ten wieczór czekam cały tydzień i jest to zapewnie jedna z rzeczy, które pozwala mi w nie skretynieć na macierzyńskim. Nawet jakbym miała poleżeć godzinę, czytając jedynie gazetkę z Castoramy, to ten czas poświęcam tylko sobie. Nie dziecku, które śpi, albo bawi się z ojcem, nie mężowi, który marudzi przed telewizorem, że rząd jest głupi. Często chodzę na kosmetyczne skróty. Sama sobie robię brwi, hennę i odrosty na głowie. Przedłużam rzęsy, po części z wygody i oszczędności czasu spędzonego rano przed lustrem. Raz na dwa miesiące oddaję się w ręce kosmetyczki, która przez dwie godziny sprawia, że przez nabliższe 8 tygodni, będę się cieszyć pięknym spojrzeniem i to bez grama tuszu. Relaksuję się, malując paznokcie. I będę każdej z Was do znudzenia tu powtarzać, że zestaw do manicure hybrydowego, to najlepsza inwestycja jaką mogłam sobie w ostatnim czasie sprawić. Poświęcam temu niecałą godzinę i mam spokój na trzy tygodnie. Oszczędzam czas i swoje nerwy, bo mi juz żaden lakier podczas mycia garów, w przestrzeń kosmiczną nie odpryśnie. I wiem, że mój kręgosłup mi kiedyś podziękuje, za ten idealnie dopasowany i przylegający do mostka stanik, za który mogłabym przez dwa tygodnie wyżywić rodzinę.

 

A Ty ? kiedy ostatni raz zrobiłaś coś dla SIEBIE ? 

You Might Also Like

3 komentarze

  • Reply
    Gosia Mamnatooko.pl
    15 lipca 2017 at 00:55

    Kiedyś wyskoczyłam szybko na miasto w celu załatwienia jednej drobnostki. Miało być szybko zatem bez większych przygotowań wskoczyłam w dres, gumką związałam włosy, bez makijażu popędziłem. Wyjątkowo spotkałam kilku znajomych oraz wredną ciotkę. Hmm… już wiem, ze nie popełnię tego błędu 😉

    • Reply
      dobrzewydane
      15 lipca 2017 at 10:46

      hehe 🙂 Wiesz, tu nawet nie chodzi o to, że się spotka „życzliwą” koleżankę, ale o swoje poczucie, że się nie zdziadziało do reszty. Że nam się chce, ładnie ubrać, włosy upiąć….Człowiek lepiej się wtedy czuje sam dla siebie 🙂

  • Reply
    Mama Maliny i Kaliny
    16 lipca 2017 at 01:18

    Ja ostatnio musiałam do dentysty wyskoczyć… mąż kierował i w tym czasie poszedł na spacer z naszą jeszcze nie mającą miesiąca córką. Moglam ubrać czerwone szpilki, spodnie rurki…. i bluze pół sportową… i nie ważne czy pasuje. Ważne, ze ja sie w tym dobrze czuję, że Ktoś mi powie: nie wyglądasz, jakbyś 3 tygodnie temu rodziła. Taki mój patent na oderwanie wzroku innych od twarzy bez makijażu (bo po prostu sie nie maluje) czerwone szpilki, zresztą ŚLUBNE 😉
    Pozdrawiam

  • Dodaj komentarz

    %d bloggers like this: