STREFA MAMY

Dlaczego nie zazdroszczę Ani Lewandowskiej ?

anialewandowskabrzuch

Ania Lewandowska pokazała brzuch. Niespełna miesiąc po porodzie, po tym jak opublikowała zdjęcie swojego umięśnionego kaloryfera na Instagramie, w sieci zawrzało. Jedne Matki rzuciły się na kluby fitness, inne wylały falę hejtu, że jak się jest bogatym to można. Ostatnia grupa machnęła ręką, że taki brzuch to one pięć lat temu już miały po dwóch porodach, bez ćwiczeń, więc czym tu się chwalić.

Ania żyje w bajce, której można jej zarówno zazdrościć, jak i współczuć. W bajce, której nie brak złych czarownic – kobiet,które  najchętniej wbiłyby innej kobiecie nóż w plecy, gdyby to tylko mogło im ujść płazem. Dlatego, że nie szoruje kibla w rękawiczkach, nie jedzie na szmacie trzy razy dziennie i nie taszczy w siatach dwóch kilogramów ziemniaków z pobliskiego bazaru, drugą wolną ręką ciągnąc za sobą krzyczącego trzylatka. Ma pieniądze, za które może sobie kupić CZAS, i ten czas poświęca sobie oraz dziecku. Tylko czy jest to powód aby wieszać na niej psy ? Lewandowska jest sportowcem i osobą, promującą ruch, zdrowy tryb życia. To jak wygląda po porodzie, w głównej mierze zależy dzięki temu, jak wyglądała przed nim. Dosłownie rzecz ujmując, zarabia swoim ciałem, żyje ze sportu, więc czy byłaby w tym wszystkim wiarygodna, gdyby wstawiła zdjęcia w wylewającym się z gaci bebechem ? To nie jest żaden wyczyn dla normalnie odżywiającej się i sprawnej kobiety. Różnica polega na tym, że ja przez ten czas pożerałam zawartość lodówki na kolację a ona przez 9 miesięcy ćwiczyła. Pretensje mogę mieć tylko do siebie samej. Że leń jestem i na siłownię zmuszać się muszę, aby regularnie poćwiczyć. A mojemu brzuchowi nadal daleko do instagramowego wizerunku. Pocieszam się tylko wtedy, kiedy ja chcę łazić w samych majtach po ogrodzie, to to robię bez obawy, że będę potem bezlitośnie oceniania, krytykowana w social mediach.

Osobiście bardziej podziwiam zwykłe Matki i ich metamorfozy, które często widuję. Przeciętną Kowalską, która zostaje sama w domu, z ograniczonym budżetem, bez sztabu specjalistów, niań i bez siłowni na piętrze. Takie kobiety ogromnie szanuję i pozytywnie im zazdroszczę. Takie, które same, po całym dniu potrafią jeszcze wyciągnąć matę i ćwiczyć. Znajdują na to to siłę i czas. I nie są do tego przymuszane ani słodko – pierdzącym wywiadem w telewizji śniadaniowej, ani zazdrością, że sąsiadka po bliźniakach paraduje w spodniach w rozmiarze XS. Robią to dla siebie i walczą dalej mimo trudności. Jeśli musisz cały dzień pracować, sprzątać, prasować i zajmować się dzieckiem, do tego stopnia, że nie masz dwóch godzin dla siebie, to albo jesteś samotną matką, albo wzięłaś sobie za męża niedojdę, wokół którego trzeba chodzić i doglądać niczym sparaliżowanego.

Kobiety same dla siebie są największymi wrogami, ponieważ bardzo surowo siebie oceniamy. I zazdrościmy. Domów, torebek, garderoby wypchanej markowymi ciuchami, mężów, włosów, nóg. Lepiej wylać żółć na kogoś komu się lepiej powodzi, niż samemu wziąć się za siebie i swoje życie. Stawać się codziennie lepszą wersją siebie. Łatwiej przecież komuś dowalić, hejtować, bo przecież po drugiej stronie komputera czujemy się tacy anonimowi, tacy bezkarni. Prościej jest obrobić komuś tyłek i nadal narzekać…. Daj żyć każdemu po swojemu. Bo to tylko i wyłącznie nasza wina, że mamy grube brzuchy po ciąży, a nie wina Lewandowskiej, że grubego brzucha nie ma.

You Might Also Like

3 komentarze

  • Reply
    Joanna Biskupska
    21 czerwca 2017 at 22:46

    Dokładnie…w punkt

  • Reply
    Wytrwała
    23 czerwca 2017 at 09:37

    W końcu jakaś normalna wypowiedz 🙂 Zgadzam się całkowicie. Każdy powinien patrzeć na siebie. Mnie w pierwszym momencie tez lekko ukuł ten płaski brzuch ;P Sama przed ciążą miałam rozmiar xs i mogłam jeść co chciałam a ćwiczyłam tylko dla dobrej kondycji i przyjemności, a nie sylwetki bo ta dostałam w genach 🙂 Ale jak zachodzisz w ciążę po 5 latach leczenia i 4 podejściach do in vitro to sylwetka schodzi na bardzo daleki plan i myślisz tylko o tym, żeby donosić szczęśliwie do końca i tak naprawdę rosnący brzuch i wszystkie objawy ciąży są najpiękniejsze na świecie 🙂 Człowiek wtedy nie marzy o ćwiczeniach w ciąży tylko o ćwiczeniu z upragnionym dzieciątkiem po ciąży 😉 Dlatego cieszmy się z tego co mamy, a nie dajmy się zwariować 😉

    • Reply
      dobrzewydane
      23 czerwca 2017 at 11:16

      Dziękuję za ten komentarz :* Jedynie co mogę napisać, że to gratuluję spełniania największego marzenia. Chociaż wyobrażam sobie, że droga była trudna i bolesna. Całuje – Monika

    Dodaj komentarz

    %d bloggers like this: