STREFA MAMY

Konsultantko ze słynnego sklepu, widziałam jak mnie wczoraj olałaś.

perfumeria

W przypływie optymizmu gospodarskiego wybrałam się do jednego z tych słynnych sklepów z kosmetykami. Postanowiłam szarpnąć się na nietani podkład znanej, luksusowej marki. Wchodzę z nadzieją, że jakaś bardziej kompetentna niż ja, Pani pomoże mi dobrać kolor, w którym nie będę wyglądać jak córka młynarza. Potrzeby mi był podkład, który sprawi, że moja cera będzie gładka a ja poczuję się jak dama. Śpieszno mi trochę było, bo wiecie dziecko w domu, mąż na posterunku.

Lśniąca z podłoga, wszystko postawiane jak w pudełeczku, tak że aż strach cokolwiek dotknąć, perfekcyjnie wymalowane Panie i ochroniarze patrzący na Ciebie jak na potencjalnego złodzieja, co krok w krok chodzą i na ręce spoglądają. I nie wiem dlaczego tak się dzieje, że jak człowiek, chce tylko wejść i coś powąchać, to rzuca się na niego tabun ludzi, chętnych do pomocy. A kiedy ja zdecydowałam się coś kupić – pomocy brak. Dwie Panie leniwie robią coś przy kasie, jedna tłumaczy innej, co i jak ma być w tej szafeczce poukładane. Stoję przy tej półce dobre kilka minut. Więcej klientów nie ma. Obok mnie jedynie Pani z zegarkiem wielkości moje dłoni , torebką której marki nawet poprawnie wymówić nie potrafię, pakuje do swojego koszyka najmniejszą szminkę świata. Obok niej jedna Pani sprzedawczyni coś świergocze o pięknym kolorze jaki szminka przybiera na ustach, a dwie pozostałe swoją obok potakując głowami, patrząc co by tu jeszcze klientce do koszyka wepchnąć.

W jeansach, t-shircie i żakiecie, nie wyglądałam jak tamta klientka. Wracałam właśnie z kolejnej mojej jazdy z instruktorem po mieście, więc makijażu też wiele na mej facjacie nie było. Ledwo przed wyjściem zdążyłam nos przypudrować, co zapewnie spłynęło już dawno po mojej twarzy, zanim jeszcze zjechałam z pierwszego ronda bez świateł. Zaczęłam przebierać nogami, tym bardziej, że wiedziałam po co przyszłam. Proszę więc grzecznie jedną z tych przytakujących Pań, czy mogłaby mi doradzić. Owa Pani zmierza mnie wzrokiem i bez słowa obraca się bokiem do mnie. Żadnego: przepraszam, nie mogę Pani teraz pomóc, ale zwołam koleżankę, na pewno Pani doradzi.

Kilka lat temu sama pracowałam w handlu, prestiżowa marka, biznesowi klienci, drogie produkty. Nauczyłam się wtedy, aby nie oceniać ludzi po tym jak wyglądają, jak są ubrani, a przede wszystkim szanować każdego klienta, który szanuje mnie. Często Ci najbogatsi przychodzili w zwykłych t-shirtach i adidasach a zostawiali u nas kwoty czterocyfrowe.

Bez względu na to, czy przyszłam po perfumy za kilkaset złotych, czy po zwykłe waciki za 8 zeta – wymagam takiego samego traktowania. Traktowania mnie jako człowieka, który liczy na fachowe doradztwo, a nie szufladkowania ze względu na stan portfela. To drugie najczęściej okazuje się złudne i nie wiemy, kogo mamy przed sobą. Mogłabym uprzykrzyć życie tej Pani, mogłabym okazać się siostrzenicą prezesa, mogłabym być tak zwanym tajemniczym klientem.

Mogłabym.

You Might Also Like

No Comments

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: