STREFA MAMY

Czego zazdroszczę współczesnym nastolatkom.

Siedzę na zajęciach z prawa jazdy. Średnia wieku 18-25 lat. Młodzi, piękni, zgrabne ciała, błyszczące włosy, kolorowe paznokcie. Prawie wszyscy z logowanymi plecakami, markowymi butami. Przed rozpoczęciem zajęć, każde z nich zapatrzone w ekran swojego drogiego Iphona. Czuję się jak stara wyga, pomimo tego, że jako jedyna odpowiadam na pytania prowadzącego w trzy sekundy. W końcu tyle lat jazdy jako pasażer, nie poszło na marne. Patrzę na tych młodych ludzi wokół siebie i trochę im zazdroszczę.

Nie tych ajfonów w ręce, internetu każdym miejscu, markowych gadżetów. Nie zazdroszczę ubrań jak z reklamy, dostępu do sieciówek, w których sama nie potrafię się odnaleźć, bo dwa tygodnie wcześniej dane rzeczy leżały w innym miejscu. Nie tego, że w popularnym sklepie na literę Z, dziewczyna przede mną w kasie, na oko gimnazjalistka kupuje dla siebie ubrania, za połowę mojej pensji którą ja zarabiałam po studiach. Nie zazdroszczę im tego, że mają na wszystko czas, że dostają coś od rodziców na start. Nie tego pięknego Mac’a w różowej obudowie, cieniutkiego jak linijka, podczas kiedy ja swój pierwszy komputer miałam dopiero na studiach, ciężki, stacjonarny ze zwykłym monitorem z „dupą”.

Zazdroszczę im czasu, na czytanie książek, takich co leżą na mojej półce i ciągle nie mam kiedy po nie siegnąć. Podróży zazdroszczę, dzisiaj spakować się mogą, a jutro na końcu świata pić mleko prosto z kokosa. Bibliotek pełnych ciekawych pozycji, dostępu do wiedzy, pomocy naukowych. Zajęć dodatkowych, kółek zainteresowań, obozów. I nauczycieli, takich z powołania, jak z amerykańskich filmów, bo wiem z opowiadań, że tacy współcześnie istnieją. Zazdroszczę tego, że mogą wybrać studia jakie chcą, albo wcale na studia nie iść, bo mają już fajny pomysł na swoje życie. A jeśli już wybiorą jakieś, to po ich zakończeniu, ich dyplom będzie przepustką do lepszego życia. Nie będzie leżał jak mój, zapominany w zakurzonej szufladzie. Języków im zazdroszczę, nawet jeśli uczą się ich z teledysków „gwiazd”, których nazwać dzisiaj nie potrafię. I że jak już bedą mieli dosyć tego kraju, to spakują się i zaczną od nowa, gdzieś gdzie będzie im lepiej. I że mają na to odwagę. To, że mają łatwiej w tym ich nastoletnim życiu. Życiu pełnym zawirowań, zawodów miłosnych i złamanych serc. Życiu pełnym buntu, sprzecznych emocji i szaleństw na dmuchanym materacu pośrodku jeziora razem z przyjaciółmi.

I chociaż czasami im mocno tego zazdroszczę. To cieszę się, że jestem w tym miejscu mojego życia. I uczę się dostrzegać małe, dobre rzeczy. Ciasto pachnące w piekarniku, czyste pranie na tarasie, drzewa kwitnące w ogrodzie. Rumiane jabłka obieram małym nożykiem i kładę Synkowi na talerzyk. I wiem, że tylko ode mnie zależy, jakim będzie za kilka lat człowiekiem, nawet z tym Iphonem w ręce i tradycyjnym, „Oj Mamo no…”

You Might Also Like

No Comments

Dodaj komentarz

Privacy Preference Center

Necessary

Advertising

Analytics

Other

%d bloggers like this: